piątek, 26 października 2012

Poznajcie Marlenę

Poznajcie Marlenę.
Marlena to nasza kicia która mniej więcej ma 6,5 roku :)
Mówię mniej więcej ponieważ nie jesteśmy dokładnie pewni - Marlena jest przygarnięta prosto z ulicy.
Dosłownie prosto z ulicy - siedziała na środku jezdni.
Miała wówczas niecały miesiąc - prawie noworodek :)
Nie widziała jeszcze zbyt dobrze a i poruszanie wychodziło jej dość koślawo.
Musiałam ją wtedy zabrać, praktycznie nie zastanawiałam się co będzie dalej.
Oczywiste dla mnie było, że gdyby tam została to albo by ją coś rozjechało albo coś jeszcze gorszego mogło by się stać.
Prawdopodobnie ktoś ją wyrzucił, bo wątpię aby kocia mama pozostawiła swoje młode bez opieki.
Rozglądałam się przez chwilę po okolicy w poszukiwaniu innych kociąt albo chociaż matki - bez rezultatu.

Tak więc był to Dzień Ojca, kiedy wróciłam do domu w jednej ręce trzymając bombonierkę dla taty a w drugiej małą, zapchloną, zarobaczoną, wychudzoną kotkę.
Akcja ratunkowa poszła bardzo sprawnie - odrobaczyliśmy ją, zaszczepiliśmy, podkarmiliśmy.
Nie było łatwo przekonać domowników, aby pozwolili ją zatrzymać - bo obowiązki bo to, bo tamto..
Ale ponieważ była przesłodka, grzeczna i kochana to wszyscy zakochali się w niej bez pamięci i jest tak do dzisiaj. Od samego początku wiedziała gdzie powinna załatwiać swoje potrzeby, co wolno i czego nie wolno. Nie było z nią żadnych problemów. Nie brudziła, nie niszczyła - aniołek.
Bawiła się zabawkami a my zauroczeni, obsypywaliśmy ją nimi bez końca :)
Była i jest naszym oczkiem w głowie.
Ma wszystko czego kot może zamarzyć - hamaki, drapaki, domki, kocyki, namioty, zabawki, kuwetę w formie domku z drzwiami, przysmaki etc
Zanim ją znalazłam i przygarnęłam nie lubiłam kotów :)
Nie rozumiałam ich i nie pałałam do nich większym entuzjazmem, raczej moim marzeniem był pies.
Oczywiście przez czas jakiś imienia jako tako nie miała - ale jednego razu, ktoś po obejrzeniu bajki Piorun - Bolt stwierdził, że nasz kot jest taki chudy jak filmowa Kotka Marlena i tak się przyjęło.

Cieszymy się, że jest z nami =)



Marlena była najsłodszym i najbardziej kochanym kociakiem na świecie.



A tak wygląda nasza Marlena dziś :)
Hobby: spanie, szperanie w torbach i szafach, lizanie reklamówek, podziwianie widoków z balkonu.




14 komentarzy:

  1. urocza ;) nie dziwię się, ze została u Was na stałe ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest cudowna! :) Jak to dobrze, że znalazła kochający dom... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna kicia. Dobrzy Z Was ludzie!

    OdpowiedzUsuń
  4. mój kotek też był taki malutki, teraz ma już prawie 4 miesiące i wszędzie go pełno! a jego hobby to wkładanie głowy do papci i szuranie nimi po całym mieszkaniu :D

    OdpowiedzUsuń
  5. z moim Kitonkiem było tak samo - znaleziony przy ruchliwej ulicy pod krzakiem - ja kochałam koty - Rysiek - nie... ale jak wzięłam go na ręce - taką maleńką kruszynkę ze stadem kleszczy i pcheł - to on był już mój. Po 2 dniach był i Ryśka a teraz jest naszym kochanym Syniem ;-). zwierzęta wiedzą gdzie będzie im dobrze - Kitonek też nigdy problemów nie robił - pomimo tego, że bezdomna znajda kuweta nie stanowiła dla niego problemu;-) teraz jest rocznym, ogromnym kociskiem a był malutki jak ręka a jego pchły i kleszcze ważyły chyba więcej niż on sam ;-D a my kochamy go nad życie...

    OdpowiedzUsuń
  6. ojej, ojej, cudowna :3 HEJ MARLENA! :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja koty uwielbiam od zawsze. Pozdrów Marlenę od MAńka i
    Yody :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jestem zdecydowanie "psią mamą" - oba moje psiaki (jeden mieszka z Rodzicami) zostały uratowane przed smutnym końcem... I są najcudowniejsze i najkochańsze na świecie :)
    Twoja Marlena przecudna i rozkoszna :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No rzeczywiście siostra bliżniaczka mojej Lucyny. :)
    Śliczne jest to ubarwienie, chociaż ja od zawsze wszelkie koty uwielbiam, z psiakami mam tak samo, ale warunki mieszkaniowe na posiadanie psa nie pozwalają.
    Moja kota już taka spokojna nie jest. Jak ją przygarnełam to zasłony były w robocie dzień w dzień. :D Teraz już troszkę spoważniała, ale hobby ma takie same jak Marlenka. Dochodzi jeszcze do tego zrzucanie tego i owego z ławy, bibletowy z parapetów musiały zniknąć i jeszcze kwiaty lubi jeść, a że nie wychodzi jej to na zdrowie to musiałam wszystkie kwiaty na kaktusy zamienić, tych chociaż nie rusza. Kochana jest, drugi kociak jest w planach i też będe adoptować takiego ciapka.
    Pozdrawiam i dziękuje za odwiedziny mojego bloga. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ślicznotka :) Miziam za uszkiem :-)

    OdpowiedzUsuń